Laser kontra atrament

źródło: h71036.www7.hp.com

źródło: h71036.www7.hp.com

Już od jakiegoś czasu absolutnie niezbędnym elementem mojego biurka jest drukarka. Kiedyś, gdy urządzenia takie kosztowały majątek, bardziej opłacało mi się pójść i wydrukować sobie w pobliskim punkcie kserowniczo-drukarskim te kilka dokumentów, umów, zamówień czy czegokolwiek akurat potrzebowałem, ale teraz sytuacja się diametralnie zmieniła. Ceny drukarek poszły drastycznie w dół, dostępność zwiększyła się wręcz niewyobrażalnie, a na dokładkę uznałem, że mi się po prostu nie chce biegać przez dwa osiedla z jednym świstkiem do wydrukowania.

Pamiętam dobrze, że przed pierwszym zakupem długo się zastanawiałem nad modelem, producentem i tak dalej, bo przecież od tego były też uzależnione dalsze koszty eksploatacji oraz dostępność kartridży z tuszami (kupowałem „plujkę”, bo uznałem, że na laser mnie nie stać). Pamiętam też, że byłem z zakupu bardzo zadowolony, ale pierwszy entuzjazm szybciutko opadł gdy okazało się, że dołączony do drukarki kartridż wystarcza na krótko, a nowy kosztuje połowę tego, co samo urządzenie. I wtedy właśnie zmieniła mi się perspektywa.

źródło: h71036.www7.hp.com

źródło: h71036.www7.hp.com

Od tamtej pory jedyny słuszny wybór według mnie to drukarka laserowa ze skanerem i funkcją ksero – jednorazowe koszty zakupu były może i niemałe, ale płacę za wygodę: na pojedynczym tonerze mogę drukować i drukować, jakość skanowania i kserowania jest co najmniej przyzwoita, a wymiana tonera pod względem kosztów tylko nieznacznie odbiega od zakupu firmowego kartridża wypełnionego tuszem. Nie wspominam już nawet o czystości, bo to sam w sobie temat-rzeka: atramentówka potrafiła mi zapaprać wydruk tuszem, bo akurat się coś przytkało na dyszach. Z laserem się to po prostu nie zdarza…

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *