Owoce morza: rzadki gość w menu Polaka

W polskiej kuchni i na polskich stołach owoce morza pojawiają się po długich latach nieobecności coraz częściej za sprawą systematycznie poprawiającej się ich dostępności na rynku, trzeba jednak uczciwie przyznać, że statystyczny Polak mimo wszystko preferuje raczej tradycyjnego schabowego czy mielonego. Szkoda o tyle, że owoce morza generalnie są znacznie zdrowsze niż ukochana przez naszych rodaków wieprzowina, a ponadto uznawane są za jeden z naturalnych afrodyzjaków – i to dość silny (szczególnie ostrygi).

owoce morza 1To nie jedyne zalety spożywania tych morskich zwierząt: są one także doskonałym źródłem wysokoprzyswajalnego białka, mają mało tłuszczu, niewiele cholesterolu, są niskokaloryczne i zawierają spore ilości jodu, selenu, fluoru, żelaza, cynku, magnezu, kwasów omega-3 oraz witamin z grupy B. Warto o tym pamiętać, ponieważ najczęstszym powodem rezygnacji ze zjedzenia owoców morza jest… ich wygląd, a nie walory smakowe!

owoce morza 2Na całe szczęście od pewnego czasu w wielu sklepach (w tym w dużych marketach) można kupić na przykład kalmary przygotowane w postaci krążków, dzięki czemu można je „przemycić” na stół bez obawy, że ktoś z domowników dopatrzy się w nich głowonoga. Mają ciekawy, słono-słodki smak, a dla leniwych dostępne są również w postaci panierowanych krążków, dzięki czemu jedyny etap obróbki przed podaniem na stół to smażenie. Dodajmy na koniec, że kalmary (skoro już o nich mowa) świetnie nadają się do sałatek oraz stanowią bardzo dobrą bazę do zupy kalmarowej, która jest absolutnym przysmakiem, jeśli tylko dobrze ją przyrządzimy.

źródła obrazków: libra-food.com, en.wikipedia.org, www.pbs.org